Zdecentralizowane giełdy danych dla AI startują. Oto, co naprawdę musisz wiedzieć

Mehjabeen Arsiwala
Mehjabeen ArsiwalaAug, 30 2026 9:33
Zdecentralizowane giełdy danych dla AI startują. Oto, co naprawdę musisz wiedzieć

Za każdym razem, gdy wyszukujesz informacje, przeglądasz internet albo korzystasz z aplikacji, generujesz dane.

Te dane są warte dla firm AI miliardy dolarów. Dziś niemal całą tę wartość przechwytują platformy, które dane zbierają.

Nowa generacja zdecentralizowanych rynków danych dla AI chce to odwrócić – wykorzystując krypto do bezpośrednich wypłat dla osób, których dane trenują modele uczenia maszynowego.

Mechanizm jest znacznie bardziej złożony niż proste hasło „posiadaj swoje dane”.

W grę wchodzą warstwy weryfikacji, systemy stakingu, ograniczenia prywatności i tokenomika – a ich konstrukcja decyduje, czy dostawca danych zostanie wynagrodzony uczciwie, czy wcale.

Ten tekst krok po kroku rozkłada te systemy na czynniki pierwsze.

TL;DR

  • Zdecentralizowane rynki danych AI łączą właścicieli surowych danych z twórcami modeli, którzy potrzebują oznaczonych, zweryfikowanych zbiorów treningowych, a płatności rozliczają w tokenach krypto, bezpośrednio i bez pośredników.
  • Dostawcy danych przesyłają je do protokołu, gdzie są weryfikowane on-chain lub przez zdecentralizowane sieci orakli; dopiero wtedy kontrakt wypłaca środki, eliminując z podziału przychodów scentralizowaną platformę.
  • Techniki ochrony prywatności, jak uczenie federacyjne i dowody o zerowej wiedzy, pozwalają zarabiać na danych, nie wypuszczając z urządzenia użytkownika surowych informacji.
  • Tokenomika – w tym staking, slashing i system reputacji – ma tak ustawić bodźce, by opłacało się dostarczać rzetelne dane, a nie cyfrowe śmieci.
  • Projekty takie jak Kled AI na Solanie są dziś na czele peletonu, ale sam model działa na wielu łańcuchach i w konkurencyjnych architekturach.

Dlaczego firmy AI potrzebują tyle danych i kto za nie dziś płaci

Duże modele językowe i systemy rozpoznawania obrazów są tak „głodne danych”, że trudno to przecenić.

Pojedynczy przebieg treningu modelu z czołówki może pochłonąć setki miliardów tokenów tekstu, miliony oznaczonych zdjęć lub lata zarejestrowanych sygnałów z ludzkich zachowań.

Te dane muszą skądś pochodzić.

Dziś źródeł jest raptem kilka.

Web scraping ściąga masowo publicznie dostępne treści. Umowy licencyjne z platformami dają laboratoriom AI dostęp do zamkniętych baz – takie kontrakty podpisały m.in. Reddit, wydawcy prasowi czy banki zdjęć.

Są też platformy crowdsourcingowe, które płacą ludziom drobne kwoty za oznaczanie obrazów, transkrypcję audio czy ocenę odpowiedzi modeli AI.

Rynek anotacji danych jest ogromny, ale wysoce eksploatacyjny. Pracownicy na scentralizowanych platformach często zarabiają 1–5 dolarów za godzinę, podczas gdy zbiory danych, które wytwarzają, sprzedają się twórcom AI za wielokrotnie wyższe stawki za pojedynczy rekord.

Problem ma charakter systemowy. Między właścicielem danych a nabywcą AI siedzi scentralizowana platforma, która inkasuje większość marży. To ona ustala ceny, sama definiuje standardy jakości i w każdej chwili może odciąć dostawcę danych bez możliwości odwołania. Zdecentralizowane rynki zastępują ten pośredniczący podmiot smart kontraktami, otwartymi protokołami i płatnościami w tokenach.

Zobacz też: USDT na chwilę zdetronizował Ethereum jako krypto numer dwa

Czym w praktyce jest zdecentralizowany rynek danych dla AI

W rdzeniu zdecentralizowany rynek danych AI to protokół, w którym podaż i popyt na dane spotykają się bez centralnego operatora.

Po stronie kupującego są twórcy modeli i zespoły badawcze, które publikują „zlecenia na dane” – określając typ danych, standardy jakości, wymagany format i stawkę za każdy zweryfikowany rekord.

Po stronie sprzedającej są indywidualni dostawcy i agregatorzy, którzy realizują te zlecenia.

Smart kontrakt pełni funkcję depozytu zabezpieczającego.

Kupujący zamraża środki w kontrakcie, gdy ogłasza zlecenie. Gdy dostawca prześle dane i te przejdą weryfikację, kontrakt automatycznie uwalnia płatność.

Strony nie muszą sobie ufać. Wystarczy, że ufają kodowi kontraktu.

Same dane z reguły nie są przechowywane on-chain.

Składowanie gigabajtów oznaczonych obrazów na Ethereum (ETH) czy Solanie (SOL) byłoby kosztowo absurdalne.

Zamiast tego pliki trafiają do zdecentralizowanych sieci storage, takich jak IPFS czy Arweave, a na łańcuch wpisywany jest adresowany zawartością hash – unikalny „odcisk palca” pliku.

Smart kontrakt sprawdza, czy hash podany przez dostawcę odpowiada zweryfikowanemu, niezmienionemu plikowi, zanim wypłaci środki.

Hash zawartości to krótki ciąg znaków matematycznie wyliczany z dokładnej treści pliku. Zmień jeden bajt – zmienia się cały hash. To praktycznie uniemożliwia dochodzenie zapłaty za podmienione lub recyklingowane dane po fakcie.

Zobacz też: Techdollar pozyskuje 3 mln dol., by pomóc pracownikom startupów spieniężyć udziały bez sprzedaży

Jak działa weryfikacja danych bez centralnego strażnika

Weryfikacja jakości to najtrudniejszy element układanki. Scentralizowana platforma może zatrudnić zespół kontrolerów.

Smart kontrakt nie potrafi „zobaczyć” obrazu ani ocenić, czy tekst jest poprawnie opisany – potrafi tylko wykonać logikę. Zdecentralizowane rynki rozwiązują to trzema podejściami, często łączonymi.

Dowody kryptograficzne działają tam, gdzie poprawność da się sprawdzić matematycznie. Jeśli ktoś dostarcza trasy GPS, odczyty sensorów czy dane finansowe, dowód o zerowej wiedzy może potwierdzić, że dane spełniają określone warunki, zostały zebrane w danym czasie, mieszczą się w poprawnym zakresie i pochodzą z konkretnego urządzenia – bez ujawniania samych wartości.

Weryfikacja społecznościowa sprawdza się przy zadaniach subiektywnych. Kilku niezależnych uczestników ocenia ten sam fragment danych i przesyła swoje werdykty. Kontrakt porównuje odpowiedzi, nagradza tych, którzy zgadzają się z większością, oraz karze konsekwentnych „odstających”. To zdecentralizowana wersja potrójnej anotacji, jaką stosują scentralizowane platformy, by wyłapać leniwych lub złośliwych etykietujących.

Staking i slashing dodają warstwę ekonomiczną. Dostawcy danych muszą najpierw zdeponować w protokole określoną liczbę natywnych tokenów. Jeśli ich zgłoszenia będą seryjnie odrzucane lub społeczność uzna je za fałszywe, część lub całość stawki zostanie „ścięta”, czyli skonfiskowana. Zaniżona jakość danych zaczyna realnie kosztować, co zrównuje interesy dostawców z wymaganiami kupujących.

Zobacz też: XRP testuje wsparcie na 1 dolarze, ryzyko zjazdu do 0,60 dol. rośnie

Jak techniki ochrony prywatności zabezpieczają dostawców danych

W tym modelu prywatność jest oczywistym polem konfliktu. Sprzedaż historii przeglądania czy danych zdrowotnych może mieć realną wartość – ale i realne ryzyko. Zdecentralizowane rynki sięgają po dwie dojrzałe już technologie.

Uczenie federacyjne zatrzymuje surowe dane na urządzeniu użytkownika. Zamiast wysyłać dane na serwer, to sam model AI trafia na lokalną maszynę. Model uczy się na miejscu, na prywatnych danych, a do twórcy wraca jedynie „zaktualizowana waga” – zestaw parametrów matematycznych, które nie odsłaniają bezpośrednio treści danych. Aktualizacje od wielu użytkowników są następnie agregowane, by ulepszyć globalny model. Trening odbywa się, ale dane nigdy nie opuszczają środowiska użytkownika.

Prywatność różnicowa wprowadza do zbioru statystycznie skalibrowany szum przed jego udostępnieniem, co uniemożliwia odtworzenie rekordu konkretnej osoby z zagregowanych danych, przy zachowaniu wzorców statystycznych potrzebnych do trenowania modeli. Poziom szumu da się regulować: więcej szumu oznacza mocniejszą ochronę prywatności, ale nieco niższą użyteczność danych.

Te techniki mają też wymiar regulacyjny. Przepisy takie jak RODO w Europie czy California Consumer Privacy Act w USA nakładają sztywne reguły na transfer i wykorzystanie danych osobowych. Rynek, który wiarygodnie wykaże, że jego pipeline nigdy nie wypuszcza surowych danych osobowych poza urządzenie użytkownika, ma dużo prostszą ścieżkę regulacyjną niż ten, który po prostu monetyzuje eksport nagich danych.

Zobacz też: HIVE pożycza właśnie 115 mln dol. na zerowy kupon, by obstawić zwrot od górnictwa Bitcoina ku AI

Tokenomika, staking i jak w praktyce wygląda wypłata dla dostawców

Mechanizm płatności różni się między projektami, ale większość korzysta z natywnego tokena użytkowego, zamiast płacić bezpośrednio w głównych aktywach, takich jak Bitcoin (BTC). Token pełni kilka funkcji naraz.

Po pierwsze, jest jednostką rozliczeniową dla zleceń na dane. Kupujący wyceniają swoje zapotrzebowanie w tokenie, więc jego popyt rośnie wraz z rosnącą liczbą zleceń.

Po drugie, staking usuwa część podaży z obiegu po stronie podaży danych. Uczestnicy muszą posiadać i zastakować token, by brać udział w rynku, co ogranicza krążącą liczbę tokenów i sprzęga interesy dostawców z kondycją sieci.

Po trzecie, reputacja jest często powiązana z historią tokenową. Kto stakuje nieprzerwanie, dostarcza zaakceptowane dane i nigdy nie został „ścięty”, buduje weryfikowalny on-chain track record. Taka reputacja pozwala żądać wyższej stawki za dane, bo kupujący ufają jej bardziej niż jednorazowemu uczestnikowi bez historii.

W praktyce przepływy wyglądają następująco. Kupujący składa zlecenie i deponuje np. 500 tokenów w kontrakcie escrow. Dostawca dostarcza 50 oznaczonych rekordów. Warstwa weryfikacji je akceptuje. Kontrakt wypłaca 50 tokenów dostawcy, 2 tokeny walidatorom, którzy zatwierdzili zgłoszenie, a pozostałe 448 tokenów czeka na kolejnych dostawców. Kupujący uzyskuje dostęp do zweryfikowanego zbioru danych po potwierdzeniu płatności.

Tokenomika działa tylko wtedy, gdy istnieje realny popyt na dane. Projekty startujące z wysoką nagrody dla kontrybutorów, przy braku realnie płacących po drugiej stronie rynku nabywców – deweloperów AI – generują inflacyjną presję na token, która w długim terminie jest nie do utrzymania.

Czytaj również: OpenAI opóźnia IPO warte bilion dolarów, gdy zmienność rynku testuje ambicje Altmana

Jak Kled AI i podobne projekty wdrażają ten model na Solanie

Kled AI jest dziś jednym z najbardziej zaawansowanych przykładów zastosowania tego modelu na Solanie. Protokół pozycjonuje się jako zdecentralizowany rynek, na którym użytkownicy mogą monetyzować swoje dane osobiste, sprzedając je konkretnie na potrzeby trenowania modeli AI. Niskie koszty transakcyjne i wysoka przepustowość Solany sprawiają, że ekonomika mikropłatności ma tu sens: wypłata ułamka tokena za pojedynczy oznaczony obrazek jest na Solanie opłacalna w sposób, który na głównej sieci Ethereum po prostu się nie spina.

Architektura Solany ma też kluczowe znaczenie dla szybkości rozliczeń. Weryfikacja danych, która odblokowuje płatność, musi finalizować się błyskawicznie. Kontrybutor nie zaakceptuje rynku, na którym na potwierdzenie przelewu czeka się godzinami. Finalność transakcji liczona w ułamkach sekundy sprawia, że doświadczenie płatnicze na Solanie jest zbliżone do klasycznych platform, przy zachowaniu beztrustowych właściwości smart kontraktów.

Velvet, projekt zyskujący popularność obok Kled AI, podchodzi do tematu z innej strony: to napędzany AI on-chain terminal inwestycyjny, integrujący handel spot, perpetuale i strategie dochodowe. Jest istotny dla tego ekosystemu, bo pokazuje tę samą bazową ideę: systemy AI działające na danych on-chain i rozliczające się w tokenach kryptowalutowych. Podczas gdy Kled AI tworzy rynek surowych danych treningowych, Velvet jest przykładem aplikacji AI, która konsumuje już przetworzone dane rynkowe. To dwa końce tego samego łańcucha wartości w gospodarce danych.

W tym segmencie budują także m.in. Ocean Protocol, który przecierał szlaki koncepcji tokenizowanych aktywów danych na Ethereum, oraz Grass, nagradzający użytkowników za udostępnianie niewykorzystanego pasma i danych z przeglądania sieci na potrzeby pipeline’ów treningowych AI. Każdy z tych projektów wybiera inną architekturę, ale wszystkie opierają się na tym samym rdzeniowym modelu: kryptograficznie egzekwowanych płatnościach za zweryfikowane kontrybucje danych.

Czytaj również: Zamrożenie Mythos przez Anthropic otwiera drzwi azjatyckim rywalom Sakana AI i 360

Kto realnie korzysta na tym modelu i gdzie leżą ryzyka

Dla indywidualnych dostawców danych atrakcyjność jest intuicyjna: wartość, która dotąd była przechwytywana za darmo, może zostać zmonetyzowana bezpośrednio przez nich. Osoba z dużym zasięgiem w mediach społecznościowych, unikalną ekspertyzą branżową albo dostępem do rzadkich typów danych – dokumentacji medycznej, profesjonalnych materiałów prawniczych, treści w językach innych niż angielski – może uzyskać realną premię cenową na rynku, na którym istnieje faktyczny popyt ze strony deweloperów AI.

Dla twórców modeli AI zdecentralizowane rynki to szansa na dostęp do klas danych, których nie da się łatwo pozyskać przez scraping czy klasyczne licencjonowanie. Dane preferencji użytkowników, adnotacje w wąskich niszach tematycznych, treści wielojęzyczne z regionów słabo reprezentowanych w zbiorach treningowych – to zasoby faktycznie deficytowe. Protokół, który potrafi takie dane pozyskać i zweryfikować w skali masowej, generuje dla nich wymierną wartość.

Ryzyka są jednak obustronne. Zmienność cen tokena sprawia, że kontrybutor wynagradzany dziś w natywnym aktywie może przy wypłacie odkryć, że jego realna wartość w dolarze istotnie spadła. Po stronie kupujących działa lustrzane ryzyko: cena tokena może eksplodować pomiędzy planowaniem zakupu danych a samą transakcją, czyniąc pozyskanie danych istotnie droższym od założonego budżetu.

Jakość danych w dużej skali wciąż pozostaje nierozwiązanym problemem. Mechanizmy walidacji społecznościowej czy modele oparte na stakingu ograniczają fraud, ale go nie eliminują.

Zaawansowani oszuści są w stanie z czasem „ogrzać” reputację na platformie, a deweloperzy AI kupujący dane na nowym, niesprawdzonym jeszcze rynku biorą na siebie ryzyko jakości, którego nie ma przy współpracy z ugruntowanymi dostawcami usług annotacji z wieloletnim track recordem.

Największym znakiem zapytania pozostaje ryzyko regulacyjne. Monetyzacja danych osobowych leży na skrzyżowaniu prawa ochrony prywatności, regulacji papierów wartościowych (w kontekście używanych tokenów) oraz dopiero kształtujących się ram zarządzania AI. Platforma działająca w pełnej zgodzie z przepisami w jednej jurysdykcji może jednocześnie funkcjonować w szarej strefie prawnej w innej.

Czytaj również: Czy Ethereum zmierza do 1 000 dolarów po utracie kluczowego wsparcia?

Na zakończenie

Zdecentralizowane rynki danych dla AI są konkretną, technicznie osadzoną odpowiedzią na realny problem ekonomiczny: dotychczas osoby generujące dane treningowe praktycznie nie uczestniczyły w podziale tworzonej przez nie wartości.

Smart kontrakty, storage oparty na adresach treści, federated learning i staking tokenów razem budują system, w którym ta wartość może przepływać bezpośrednio do kontrybutorów – bez pośrednika-platformy zgarniającego marżę.

Model jest jednak na bardzo wczesnym etapie.

Tokenomika dopiero dojrzewa, systemy weryfikacji muszą udowodnić, że są odporne na nadużycia i skalowalne do milionów uczestników, a otoczenie regulacyjne wokół monetyzacji danych osobowych wciąż jest płynne.

Popytowa strona równania nie zniknie.

Deweloperzy AI potrzebują coraz więcej danych, w coraz większej różnorodności, niż są w stanie dostarczyć scentralizowane źródła.

To właśnie ta strukturalna potrzeba stanowi fundament długoterminowej tezy inwestycyjnej dla zdecentralizowanych rynków danych.

Przeczytaj też: XRP ryzykuje 30% spadek, gdy aktywność wielorybów i RSI jednocześnie się załamują

Mehjabeen Arsiwala profile photo

Mehjabeen Arsiwala

Mehjabeen Arsiwala jest dziennikarką zajmującą się wiadomościami ze świata kryptowalut, DeFi, giełd, tradingu i analizą rynkową. Przez ostatnie trzy lata koncentrowała się na trendach i narracjach kształtujących rynki aktywów cyfrowych – od ruchów cen i prognoz po rozwój giełd oraz sygnały on-chain. Specjalizuje się w klarownym dziennikarstwie, które pomaga czytelnikom zrozumieć, co dzieje się na rynku i dlaczego ma to znaczenie.

Zastrzeżenie i ostrzeżenie o ryzyku: Informacje zawarte w tym artykule służą wyłącznie celom edukacyjnym i informacyjnym i opierają się na opinii autora. Nie stanowią one porad finansowych, inwestycyjnych, prawnych czy podatkowych. Aktywa kryptowalutowe są bardzo zmienne i podlegają wysokiemu ryzyku, w tym ryzyku utraty całości lub znacznej części Twojej inwestycji. Handel lub posiadanie aktywów krypto może nie być odpowiednie dla wszystkich inwestorów. Poglądy wyrażone w tym artykule są wyłącznie poglądami autora/autorów i nie reprezentują oficjalnej polityki lub stanowiska Yellow, jej założycieli lub dyrektorów. Zawsze przeprowadź własne dokładne badania (D.Y.O.R.) i skonsultuj się z licencjonowanym specjalistą finansowym przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji inwestycyjnej.
Zdecentralizowane giełdy danych dla AI startują. Oto, co naprawdę musisz wiedzieć | Yellow